Gdybyśmy mieli wiarę, jak ziarnko gorczycy, wtedy wszystko byłoby
dla nas możliwe.
Co jest z naszą wiarą? Czemu tak wiele dobrych życzeń i planów nam
nie wychodzi? Czyżby dlatego, że nasza wiara jest tak mała, jak owo
ziarnko, ale wcale nie tak twarda?
Właśnie tak! Chodzi o to, żeby nasza wiara była skoncentrowana –
“twarda”, pewna, pozbawiona wątpliwości.
Wielu z nas chciałoby się zajmować praktykami huny lub rozwoju
duchowego bez zwracania uwagi na podświadomość. Ci, którzy poznali hunę,
czasami uznają za stosowne wykonywać świadomą autosugestię, żeby
przekonać do swych pomysłów Wyższe Ja, ale unikają poznawania swych
ograniczających wyobrażeń i przyzwyczajeń. A przecież one mogą być
bardzo ważne i wręcz sabotować nam nasze plany i ich realizację. To z
powodu lekceważenia zasobów podświadomości wiele naszych modlitw i życzeń
nie spełnia się! A winę zwalamy na Wyższe Ja lub na Boga.
Huna uznaje, że większość naszych przekonań i wyobrażeń pochodzi z
naszego otoczenia. Marksista powiedziałby: “to byt określa nam świadomość”.
Okazuje się, że dla większości z nas jest to prawda absolutna! Tylko
ci, którzy zmieniają swoje wyobrażenia, nastawienia i nawyki, mogą stać
się wolni od środowiskowej determinanty swej świadomości i swych
zachowań.
Prócz przekonań i wyobrażeń, możemy korzystać z inspiracji.
Inspiracje to takie przebłyski świadomości, które nie wynikają z
naszych zewnętrznych doświadczeń, lecz pochodzą z naszego wnętrza.
Towarzyszy im poczucie jasności umysłu i miłości. I to właśnie one są
najcenniejsze, kiedy szukamy nowych rozwiązań.
Świadomość jest funkcją umysłu i między innymi wiąże się z
naszymi wyobrażeniami, a te z kolei z uprzednimi doświadczeniami. Jeżeli
twierdzimy, że coś “nam się w głowie nie mieści”, to tym
samym nie jesteśmy tego w stanie ani zaakceptować, ani nawet zauważyć.
Np. moi rodzice wyłączali panicznie radio, gdy tylko usłyszeli zapowiedź:
“gra zespół The Beatles.” Dla nich to byli
“wyjce”, których po prostu nie da się słuchać. Kiedy bez
zapowiedzi usłyszeli piosenkę “Girl”, bardzo im się spodobała,
ale kiedy im powiedziałem, że to właśnie The Beatles, stwierdzili, że
na pewno musiało mi się coś w głowie pomieszać, bo oni wiedzą
lepiej, że Beatlesi to wyjce i szarpidruty.
Wielu z nas wie lepiej i najlepiej, tylko… niezgodnie z rzeczywistością.
I tak właśnie chce żyć dalej, i tak kreować swoje życie. Okazuje się,
że to nie żadna choroba psychiczna, tylko powszechny stan umysłów większości
z nas, który wynika z uprzedzeń! Jeśli zatem w głowie nie mieści się
nam nasz sukces, to… nie odniesiemy go, nieprawdaż? Jeśli nie
potrafimy sobie wyobrazić życia bez rodziców, bez dzieci, albo bez
pracy, to… będziemy umierać na samą myśl, że moglibyśmy coś z
tego stracić. A jeśli nie wyobrażamy sobie siebie w pracy lub w trwałym
związku, to…. mimo starań ustatkowania się i tak nic nam z
naszych starań nie wyjdzie. Nie i już, bo nasz świat jest taki, jakie
mamy o nim wyobrażenia.
Żadne rozwiązania sprzeczne z wyobrażeniami nam nie wyjdą, bo nasze
wyobrażenia sabotują wszelkie pomysły na ten temat. Albo będziemy
sfrustrowani, że nie mamy tego, co zgodnie ze swymi wyobrażeniami nam się
“należy jak psu buda”, albo nawet nie podejmiemy starań, by
zrealizować coś, na co w swej wyobraźni nie zasługujemy.
Każdy z nas posiada ok. 8-12 % sabotujących wyobrażeń i nawyków. U
jednej osoby mogą one się rozkładać równomiernie na wszystkie
dziedziny życia, a u innych obejmować tylko jedną z nich. I wtedy mamy
albo wiecznego nieudacznika w pracy, albo w życiu osobistym, albo też
ofiarę praktyk duchowych. Są więc tacy ludzie, którym nic i nikt nie
jest w stanie zaszkodzić, ale są też i tacy, którym szkodzi nawet świeże
powietrze. To wszystko zależy od naszych wyobrażeń i przyzwyczajeń podświadomości.
Te z nich, które są dla nas szkodliwe, Kahuni nazywają wdzięcznie
“zjadającymi towarzyszami”.
Każde prawo duchowe lub społeczne dla jednej osoby może okazać się
korzystne, a dla innej szkodliwe. Jeśli stwierdzamy, że “nie ma
dobra ani zła”, to jedna osoba z tego skorzysta, a inna tym sobie
zaszkodzi. Jedna więc zrozumie, że może sobie wybaczyć wszystko, co
uczyniła obwiniając się dotychczas, podczas gdy druga zaraz sięgnie po
narkotyki lub alkohol i doprowadzi się do stanu strasznego. Ani jedno ani
drugie wydarzenie nie zmieni faktu, że nadal nie ma ani dobra, ani zła.
Ale… za to te obie osoby będą się mogły na własnej skórze
przekonać, że są działania korzystne i niekorzystne dla nich lub dla
stanu ich zdrowia. Czy wyciągną z tego wnioski korzystne dla swego
dalszego rozwoju i życia, to sprawa ich uwarunkowań psychicznych, ich
“struktur poznawczych”, czyli wyobrażeń i podświadomych
mechanizmów działania.
Kahuni wiedzieli, że nie musimy być bezradni i godzić się na terror
podświadomości (czyli niższego ja). Uczyli się od najmłodszych lat,
jak rozpoznawać negatywne programy podświadomości i jak je zastępować
programami konstruktywnymi. Dziś tym tematem zajmuje się wiele szkół
terapeutycznych. Osoby, które poważnie siebie traktują i są gotowe do
zmian, ogromnie wiele z nich skorzystały.
Jak to się robi?
Najpierw trzeba się nauczyć rozmawiać z podświadomością. MF Long
proponował metodę wahadła, które za pomocą ruchów może odpowiadać
na pytania tak sformułowane, że dają odpowiedź typu:
“tak”, “nie”, “nie wiem”. Wielu jednak
zamiast w ten sposób wypytywać podświadomość o jej poglądy na różne
tematy, woli ją wypytywać o cudze poglądy na swój temat (“czy
ona mnie kocha?”, “czy to ona podłożyła mi świnkę?”).
No i nic dziwnego, że z tego im wychodzi tylko zbiór bzdur. Ale, co
najdziwniejsze, wiele z owych osób tego typu odpowiedzi traktuje jako
wyrocznie dla swych dalszych działań!!! Tymczasem powinny wiedzieć, że
za pomocą wahadła są najwyżej w stanie uzyskać od PODŚWIADOMOŚCI
odpowiedzi typu: “zgadzam się”, “nie zgadzam się”;
“lubię”, “nie lubię”. I nic więcej! Nic na
temat nastawienia innych do nas i nic na temat swej przyszłości. Owszem,
byłoby to też możliwe, gdyby niższe ja nie zawierało jakichkolwiek
uprzedzeń. Ale rzecz w tym, że zawiera! Podświadomość najczęściej
nie zna odpowiedzi na takie pytania, a jeśli ich udziela, to nie bierze
ich ze źródła prawdy, tylko z pokładów własnych uprzedzeń i
“dobrych” (niekoniecznie realistycznych) życzeń. Dlatego
warto unikać pokusy “wróżenia sobie” czy przepowiadania
sobie przyszłości, np. za pomocą wahadełka. Unikać tego warto aż do
czasu oczyszczenia podświadomości. A to może długo trwać. Tu na
marginesie chcę zauważyć, że wiele osób mających mętlik w głowie i
zdolności parapsychiczne twierdzi, że akurat one nie mają podświadomości,
więc nie mają czego oczyszczać. To żałosne, ale też faktem jest, że
takie “nawiedzone” osoby budzą ogromny podziw naiwniaków.
Z podświadomością możemy rozmawiać na inne sposoby. Lepiej uczyć się
ich na kursach, niż eksperymentować samodzielnie. Rozmowa z podświadomością
jest nam potrzebna. Nie po to, żeby podświadomość instruowała nas, co
jest dla nas dobre, a co nie!!! TYLKO PO TO, żebyśmy wiedzieli, na co
ona się zgadza, a na co nie! To ważne, bo dopóki niższe ja się nie
zgadza na realizację naszych planów i życzeń, to nic z nich nie
wyjdzie! Podświadomość, która jest przeciwna naszym planom, dokona w
genialny sposób sabotażu, ani się obejrzymy. Dlatego przed przystąpieniem
do kreacji (wizualizacja, modlitwa) trzeba poznać jej poglądy i zjednać
ją sobie.
Jeśli decydujemy się na realne zmiany w naszym życiu, trzeba je
poprzedzić “praniem mózgu”. Zacznijmy od tego, żeby
zrozumieć, że podświadomość nie jest najlepszym źródłem naszych
inspiracji i nie ona nam będzie dyktowała, co jest korzystne, a co nie
jest dla nas czy dla naszej rodziny. Od tego mamy świadome – średnie
ja i Wyższe Ja, które jest Wyższą Inteligencją. Średnie ja jest
zawodne, gdyż korzysta z zapasów wiedzy i wyobrażeń niższego ja (podświadomości).
Wyższe Ja z kolei jest niezawodne i nieuzależnione od uprzedzeń, i od
jakiejkolwiek wiedzy. Jednak kontakt z Wyższym Ja jest uzależniony od
stanu naszego niższego ja, od jego czystości. I dlatego wielu ludzi nie
ufa swej intuicji, a wspaniałe inspiracje z poziomu ich Wyższego Ja po
drodze ich podświadomość tak przekręca (modyfikuje), że nie nadają
się do zastosowania. Szczególnie w tych dziedzinach, w których
“wiemy najlepiej”, „jesteśmy niegodni” lub mamy
“niepodważalne zasady”, nie udaje nam się nawiązać
kontaktu z Wyższym Ja (z Duchem Św.) i jesteśmy zdani na dyktat podświadomości.
A ta jest kiepskim doradcą jeśli chodzi o rozwój i zmiany. A to
dlatego, że PODSTAWOWĄ FUNKCJĄ NIŻSZEGO JA JEST UTRZYMYWANIE
STAGNACJI, czyli trzymanie się tego, co znane. Niższe Ja boi się zmian
i nowości, dopóki nie przekonany go, że są one bezpieczne, miłe i
korzystne.
Kahuni stosowali dwa uzupełniające się sposoby “prania mózgu”,
czyli wychowywania podświadomości. Najpierw pytali swe niższe ja, jakie
ma poglądy na pewne sprawy, potem starali się wpłynąć na zmianę jego
nastawienia, jeśli to było konieczne. W pierwszej fazie w stanie relaksu
obserwowali, czy podczas myślenia na jakiś temat pojawiają się u nich
negatywne odczucia w rodzaju oporu, lęku, obrzydzenia, gniewu itd. Jeśli
je znajdowali, natychmiast przekonywali za pomocą świadomej autosugestii
swoje niższe ja, że w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót! To się
dziś nazywa procesem afirmowania. Jeśli jednak natrafiali na głęboko
uwewnętrzniony kompleks niższego ja, wówczas stosowali rytuał KALA, który
miał służyć oczyszczaniu podświadomości i uwalnianiu jej od kompleksów.
Dziś sporo funkcji rytuału kala przejęły terapie regresywne.
Uzyskanie biegłości w “praniu” własnego umysłu może zająć
wiele lat. A jeszcze więcej czasu zajmie wypranie go i przenicowanie tak,
żebyśmy się pozbyli uprzedzeń i kompleksów. Żebyśmy mogli kierować
się tylko i wyłącznie intuicyjnymi inspiracjami z poziomu Wyższego Ja.
A korzyść z tego taka, że wtedy wszystko jest możliwe i na dodatek to
wszystko osiągamy z lekkością, bez walki, konkurencji i szkodzenia
innym. Zdajemy sobie sprawę z faktu, że istnieje najwyższe dobro, z którego
wszyscy mogą korzystać, a które na pewno nikomu nie szkodzi. I
pozwalamy, by z naszych sukcesów korzystały osoby, które są otwarte na
najwyższe dobro. A co z pozostałymi?
Pozwalamy im żyć tak, jak na to mają ochotę, bo sami jesteśmy
bezpieczni nawet przy okazji ich najbardziej szalonych pomysłów. Nie
cierpimy za nich, nie wstydzimy się, nie czujemy się winni i nie
pokutujemy za ich głupoty. Największą ulgę przynosi nam uwolnienie się
od “najważniejszej naszej misji” – wtrącania się w
cudze sprawy, gdy nas o to nie proszą! Wtedy zamiast uszczęśliwiania
innych na siłę, co zazwyczaj kończy się wielką zadymą lub
przynajmniej kłótnią rodzinną, zajmujemy się podnoszeniem jakości
swego życia i rozumiemy, że inni mogą się na to “załapać”,
jeśli są otwarci na najlepsze. Na dodatek nie mamy do nich pretensji, jeśli
tkwią w kręgu swych ograniczeń i upośledzeń. Możemy domyślać, się
że prędzej czy później nawet najbardziej zbuntowani przeciw naszym
“głupim” pomysłom spróbują je zastosować, kiedy zauważą,
że na nich mogą zyskać. Nic tak bowiem dobrze nie wpływa na innych,
jak dawanie dobrego przykładu. Najbardziej przekonują innych nasze
realne osiągnięcia.
Kiedy “wypierzemy” nasz umysł i będzie nam się żyło
zdrowiej, milej, przyjemniej, a przy tym bardziej pożytecznie (bez
narzucania się), wtedy na pewno część ludzi będzie nam zazdrościć.
Nie przejmujmy się nimi. Kiedyś część z nich pojmie, że w ich umysłach
tkwią takie same moce i możliwości. Na dziś jednak musimy się o tym
przekonać sami.
Czystość podświadomego umysłu przydaje nam się w każdej dziedzinie
życia. Jeśli znikają mentalne i psychiczne przyczyny chorób,
zdrowiejemy. Kiedy znika opór przed pracą, a pojawia się świadomość,
że praca może być świetną zabawą, która przynosi nam duże dochody,
wtedy z przyjemnością zarabiamy, a wydatki przestają być dla nas
koszmarem. Gdy wreszcie mamy pozytywne nastawienie do związku i partnera
(byle z wzajemnością!!!), wtedy możemy z nim żyć długo i szczęśliwie.
Z czystym umysłem możemy śmiało przystąpić do kreacji w dowolnej
dziedzinie życia. Spróbujmy na przykładzie związków przedstawić, jak
wychodzi nam kreacja, gdy nasz umysł nie jest oczyszczony.
Wiadomo, że jednym z elementów związku małżeńskiego jest seks.
Jakich słów używamy na określanie czynności seksualnych i genitaliów?
Najczęściej wstrętnych i obelżywych, nieprawdaż? Ale chcielibyśmy,
żeby nasz seks był piękny, wysublimowany, czysty… No i…
mamy taki seks, jakie o nim wyobrażenia. Podobnie jest z każdym tematem,
jaki tylko poruszamy. Uprzedzenia nie pozwalają nam na dokonywanie
satysfakcjonujących zmian w naszym życiu, a jeśli nawet pozwolą, to za
cenę poczucia winy, czy bycia nie w porządku. Jeśli bowiem ktoś ciągle
słyszał, że trzeba najpierw uczyć się, rozwijać talent, robić
karierę, a na “głupoty” (czyli miłość i związek)
przyjdzie czas później, to nawet w wieku 80 lat może czuć się winny,
że marzą mu się “głupoty”, albo że traci czas bez sensu.
A przecież ta sama osoba ma też gdzieś w podświadomości zakodowany
program, że po pokonaniu wszelkich przeszkód zakochani mają “żyć
długo i szczęśliwie”. A co z tymi, którym nagroda wydaje się
kiepska (bo związek to tylko “uwiązanie” lub „kłopoty”),
a przeszkody wydają się nie do pokonania?
Z takim nastawieniem nie chce się nawet próbować.
Zupełnie inaczej będzie wyglądała kreacja naszego związku, kiedy
uwierzymy, że związek i seks to sposoby wyrażania miłości, że
istnieją one dla naszej radości, wygody i przyjemności. Oczywiście dla
partnera tak samo! Wtedy będzie miło, harmonijnie i przyjemnie.
Zamiar czy plan kreacji kahuni nazywali ziarnem. Zalecali, by podlewać go
czystą “wodą”, czyli energią życiową. A czysta energia życiowa
płynie tylko przez czysty umysł. Czysty umysł to pożywna
“gleba” dla naszych pozytywnych kreacji. Są jednak tacy, którym
się wydaje zupełnie na odwrót i dlatego w intencji tworzenia czegoś
nowego potwornie zaśmiecają swe umysły. Są przekonani, że ogrodnik
swoje ziarna podlewa gnojówką, a one wtedy lepiej rosną. Jednak…
gdyby ogrodnik podlał gnojówką swe roślinki, po prostu by je zniszczył.
I to właśnie osiąga każdy, kto tego nie rozumie.
Podświadomość musi mieć pozytywne nastawienie do naszych planów życiowych.
Dlatego tak ważne jest poznawanie poglądów podświadomości na temat
naszych planów i zmienianie jej nastawienia na jak najbardziej pozytywne,
zachęcające do osiągania celu. Jeśli więc chcemy osiągać sukcesy w
życiu, związkach czy pracy, musimy się zgodzić na “pranie mózgu”.
Ale… wielu już same słowa “sukces” czy “pranie mózgu”
wydają się nie do zaakceptowania. Na samą myśl o nich panikują, że
utraciliby swoje najcenniejsze wartości, a… co w zamian? Pewnie
demoralizacja i wieczne potępienie?
No cóż. Każdy ma takie życie, jakie jest w stanie sobie wyobrazić.
Ci, którzy mieli odwagę „wyprać” swą podświadomość i
przenicować jej poglądy, dokonali pozytywnych zmian i w zamian za
uwolnienie się od bałaganu w głowie osiągnęli wewnętrzny spokój,
uzdrowienie, spełnienie i zdolność panowania nad własnym życiem, a
wielu z nich odkryło zdolności twórcze lub parapsychiczne. Potrafią być
pożyteczni dla innych bez robienia wokół siebie szumu i zamieszania,
bez przeżywania cierpień i rozterek. Po prostu są, kochają i pozwalają,
by inni cieszyli się ich obecnością, by korzystali z ich talentów. I
dobrze im się żyje.